Monthly Archives

Lipiec 2016

Zwierzęcy przyjaciele

Wychowanie psa.

Lipiec 22, 2016
neron małe

 

Praktycznie każdy właściciel psa w relacjach z nim kieruje się własnymi teoriami i przekonaniami w kwestiach dotyczących jego opieki i wychowania. Można nawet stwierdzić, że istnieje tyle psich teorii, ilu właścicieli. Każdy z nich chciałby mieć jednak takiego psa, który będzie nie tylko zaspokajał jego potrzeby, ale również będzie mu posłuszny, wierny, oddany, przyjacielski. Problem tylko w tym, że nie zawsze wie, jak to osiągnąć. Z odpowiedzią przychodzi wówczas sąsiad, który miał już kilka psów, znajomi, którzy słyszeli o tym i owym, rodzina w której każdy mówi coś innego, a także tematyczne książki, artykuły, fora internetowe, programy telewizyjne itp. Treści zawarte w tych źródłach często są ze sobą tak sprzeczne, że zwłaszcza początkujący „psiarz” jest zupełnie zdezorientowany i sam już nie wie, kogo słuchać. Niniejszy artykuł jest próbą przedstawienia dwóch najbardziej znanych i popularnych koncepcji/teorii w relacjach człowiek-pies, a właściwie stanowi antytezę dla jednej z nich, gdyż zdominowała ona współczesne medium jakim jest internet. Chodzi tu o teorię dominacji jak również o teorie prezentowane przez jej zagorzałych przeciwników.
Teoria dominacji i przewodnictwa zakłada przede wszystkim, że:
pies jest zwierzęciem stadnym i tworzy stado przebywając nawet z ludźmi
posiada pierwotne instynkty jakie odziedziczył po swoich dzikich przodkach
posługuje się specyficznym dla jego gatunku językiem porozumiewania się z innymi
prezentuje zawsze jedną z dwóch postaw: ulegle posłuszną lub dominująco przywódczą
Przeciwnicy teorii dominacji (nazwijmy ich behawiorystami – choć oni sami, zresztą w sposób nieuprawniony, tak siebie właśnie określają) nie mają nawet nazwy dla swoich teorii, ograniczając się przede wszystkim do krytyki teorii wyżej przedstawionej i na tej krytyce budują swoje kontrargumenty.
Behawioryści twierdzą np., że „teoria dominacji wzięła się ze złej interpretacji typowych wilczych zachowań w sforze”. Sami więc odrzucając ją, dokonują własnych interpretacji, które ogłaszają jako te prawdziwe, nowoczesne, jedynie słuszne, oparte na rzetelnej analizie. Swoimi publikacjami przyszywają zwolennikom teorii dominacji/przywództwa cechy, zachowania, które z prawdą i rzeczywistymi faktami mają niewiele wspólnego. Twierdzą też, że wiara w dominację i stado wszystko upraszcza i ułatwia. Nie potrafią zrozumieć, że świat psa jest właśnie prosty i nieskomplikowany, dopóki sam człowiek nie zacznie tego zmieniać swoim własnym, czysto ludzkim rozumowaniem.
Behawiorystom samo pojęcie dominacja kojarzy się z tym, z czym każdemu przeciętnemu człowiekowi skojarzyć się może: przemoc, siła, brak partnerskich relacji, brak zabaw, wykorzystywanie, musztrowanie, wymuszanie, zastraszanie itd. itp. Oczywiście wiemy, że ludzie z takimi tendencjami istnieją i w ten właśnie sposób traktują swoje zwierzęta, ale nie ma to nic wspólnego z metodami zawartymi w teorii dominacji i przewodnictwa. W relacjach z psem „dominacja” jest przede wszystkim ustalaniem norm i reguł, zasad i ograniczeń, które wskazują czworonogom, w sposób najbardziej dla nich czytelny, jakie zachowania są dobre i jakie akceptujemy, a jakie są niewłaściwe i nie znajdują naszej aprobaty. Jest też wyraźną informacją dla psa, kto je ustala. Nie może być tu mowy o jakiejkolwiek przemocy, a jedynie praca oparta na wzajemnym szacunku, zrozumieniu, miłości i akceptacji. Znamy rodziców, którzy swoim dzieciom nie dają jasno wytyczonych granic i zasad, którymi powinny się kierować np. w relacjach z innymi. W imię miłości i błędnie interpretowanej wolności, pozwalają im na wszystko zawsze i wszędzie, nawet jeśli naruszają one swobodę i wolność innych.
Wcześniej czy później tacy rodzice proszą o pomoc np. Supernianię, która rozpoczyna pracę nie tyle z dzieckiem, ile jego opiekunem, chcąc by zmienił przede wszystkim swoje postępowanie, rozpoczynając od wyznaczenia nowych zasad i reguł wzajemnych stosunków. Nie mówi wówczas „nie kochaj”, „nie baw się z nim”, „zastraszaj” „stosuj siłę”. Powie jednak „zmień się” „bądź konsekwentny” „dawaj jasne komunikaty” „kochaj i wymagaj”. Dominacja nad psem oznacza więc człowieka konsekwentnego i/bo kochającego, a nie terroryzującego, zniewalającego czy „łamiącego” swojego psa, jak próbują wmawiać przeciwnicy teorii dominacji. Jej zwolennikom często niesłusznie zarzuca się grubiaństwo w relacjach z psem, stosowanie przymusu i siły, brak wrażliwości, miłości, uczuć, terroryzowanie i tłamszenie psa, brutalność i niezrównoważenie. Sugeruje to, że jeśli tacy ludzie są zwolennikami określonej metody, to z pewnością i sama metoda jest z założenia zła, niedorzeczna, a w najlepszym wypadku przestarzała.
W rzeczywistości metoda oparta na dominacji i przewodnictwie nie popiera, a wręcz odrzuca z wielką krytyką powyżej opisane cechy ludzi, którzy z takimi tendencjami nie powinni posiadać jakiegokolwiek zwierzęcia, tym bardziej psa. Człowiek agresywny i gniewny nigdy nie stanie się przewodnikiem, gdyż brak mu kontroli nad sobą i swoim zachowaniem. Nie kontrolując siebie, nie będzie też umiał właściwie kontrolować psa. To, że człowiek taki uznaje teorię dominacji za słuszną, wcale jeszcze nie oznacza, że prawidłowo ją stosuje. Ponadto nie oznacza również potrzebę odrzucenia założeń tej teorii tylko dlatego, że „zły” człowiek twierdzi, iż stosuje metodę opartą na dominacji.
Często można odnieść wrażenie, że behawioryści nie przyjmują do wiadomości, że pies to pies. W ich interpretacji to zwierzę z myślami, emocjami i odczuciami podobnymi do ludzkich, bez istotnych różnic w postrzeganiu otoczenia i języka w jakim należy się z nim komunikować. W potwierdzaniu swoich tez, często używają określeń: najprawdopodobniej, ja uważam, można przypuszczać, tak naprawdę, wynika z tego, ewentualnie, moim zdaniem, z moich obserwacji. Własne sugestie i przypuszczenia zamieniają na fakty, które sami tworzą w analizowanych teoriach. Przy okazji dokonują licznych nadinterpretacji i fałszywych analiz, co wskazuje na całkowite niezrozumienie tego, o co tak naprawdę w tej teorii chodzi.
Treserzy lub „teorytyczni behawiorysci” ale nie ja, odrzucają np. założenia stadne, twierdząc, że pies żyjący w warunkach domowych z człowiekiem wygasił w sobie pierwotne instynkty przywództwa, polowań i terytorializmu, że z człowiekiem nie tworzy już stada, gdyż stado mogą tworzyć jedynie osobniki tego samego gatunku. Wszystko to jednak pozostaje tylko w sferze czystej teorii, na której potwierdzenie przytaczają różnorakie badania. W historii możemy znaleźć wiele przypadków, gdzie osobniki jednego gatunku nie tylko przyjęły do swego stada osobnika innego gatunku, ale także troszczyły się o niego, chroniły, karmiły i wychowywały np. wilcze stado, wśród których żył i wychowywał się mały chłopiec lub suka która odkarmiała kocięta czy nawet wiewiórkę, świnia opiekująca się szczeniakami. Choć jest to fikcja literacka, to nawet w powieści Tarzan uwzględniono taką możliwość. Twierdzenie więc, że stado tworzyć mogą tylko osobniki tego samego gatunku, nie zawsze jest potwierdzeniem jej słuszności. Tak jest w relacjach człowiek-pies. Dwa zupełnie inne gatunki, a przecież żyją ze sobą, troszczą się o siebie i chronią w sytuacjach zagrożenia, potrafią okazywać czułość i przywiązanie, wspólnie rewirują tereny (spacery), określają granice zachowań we wzajemnych kontaktach, nawiązują więzi, które trwają nawet po śmierci jednego z nich. Podobnie dzieje się w stadach innych gatunków. Czy ktoś wierzy czy nie, czy ktoś przyjmie prostą rzeczywistość czy też będzie teoriami ją podważał – nie zmieni to faktu, że pies żyjąc z człowiekiem tworzy stado, a stado zawsze tworzy hierarchię, zasady, reguły i ograniczenia, które ustala przywódca.

 

Wadim-miniWadim Liśniewski.  Od 7 lat aktywnie zajmuje się behawiorystyką wraz z moim najlepszy czworonożnym przyjacielem Neronem (American Staffordshire Terrier- Amstaff). Wychowuje psy i szkolę właścicieli. Pomagam ludziom zrozumieć swojego psa.
Obserwuje, słucha i… pomagam! FB: DarlingDogs, grupa FB Psi Fan
darlingdogs.wroclaw@gmail.com
Tel 697271337

Zaufane Usługi

WAKACYJNE HITY TRWAJĄCEGO SEZONU

Lipiec 13, 2016
pool-małe

Jak w każdej dziedzinie naszego życia, tak i w kwestii podróży panują różne mody. Czasami bywa tak, że dany kierunek króluje przez wiele lat – tak było chociażby w przypadku Egiptu, który przez kilka, a nawet kilkanaście sezonów był Nr 1 wśród wybieranych przez Polaków wakacyjnych destynacji. Na jego fenomen na pewno składały się: cena, wysoki standard hoteli w stosunku do ceny i gwarancja słońca, a wręcz nieznośnego upału :)

Od jakiegoś czasu Egipt zaczął tracić na popularności. Oczywiście przyczyniła się do tego niepewna sytuacja w tamtej części globu, ale moim zdaniem, ma tutaj znaczenie wzrastająca świadomość turystyczna Polaków. Po prostu przestało nas bawić ciągłe siedzenie w hotelu, pływanie w hotelowym basenie, jedzenie all inclusive i wyjazdy na wycieczki fakultatywne nastawione na sprzedaż wszystkiego co możliwe. Chcemy wyjść poza hotel, zasmakować lokalnej kuchni w restauracjach, gdzie stołują się też lokalni mieszkańcy, powłóczyć się po okolicy z przewodnikiem w ręce, poopalać się na wielu plażach, rozkoszować się smakiem regionalnych trunków czy też wdać się w pogawędkę z mieszkańcami.

Dlatego coraz częściej wybieramy europejskie państwa, jako cel naszych wakacyjnych wojaży. Tutaj czujemy się spokojniej i bezpieczniej, chociaż inne państwa to inne kultury, nie są one aż tak odmienne od naszej i nie musimy się obawiać, ze kogoś urazimy, wychodząc z hotelu w szortach czy mini.

Zdecydowanym hitem tego sezonu jest Hiszpania, ale z racji tego, że jest to kraj ogromny, niesamowicie turystycznie rozwinięty i z wielkim potencjałem, to nie sposób rozpatrywać go jako całość, trzeba podzielić to państwo na mniejsze regiony.

I tak nr 1 są WYSPY KANARYJSKIE.

Teneryfa, Gran Canaria, Fuerteventura, Lanzarote, La Gomera, La Palma i El Hiero to największe wyspy archipelagu, który położony jest zdecydowanie bliżej Afryki niż Europy. Chociaż wyspy te położone są blisko siebie, to tak naprawdę każda z nich jest inna. Wspólnym elementem zdecydowanie jest fakt, że każda z tych wysp jest wyspą wulkaniczną – więc wycieczka na wulkan to wręcz punkt obowiązkowy pobytu na „Kanarach”.

TENERYFA – to chyba najpopularniejsza z wysp – gorąca, wręcz pustynna na południu, a z bujną roślinnością na północy, z mnóstwem ogromnych parków rozrywki i słynnymi, imprezowymi kurortami.

GRAN CANARIA – słynie chyba najbardziej z ruchomych wydm ze złotego piasku nawiewanego tutaj z Sahary

FUERTEVENTURA – jest wręcz ewenementem, bo można tutaj znaleźć sporo plaż z jasnym piaskiem! Ze względu na często wiejące tutaj wiatry jest rajem dla windsurfingowców.

LANZAROTE – słynie z architektury Cesara Manrique, jest wpisana na listę UNESCO jako Światowy Rezerwat Bio­sfery i szczególnie upodobali ją sobie surferzy

LA PALMA – nazywana jest „Zieloną Wyspą”, wielką atrakcją wyspy jest nowoczesne obserwatorium astronomiczne

LA GOMERA – to przepiękna dziewicza przyroda i bezstresowa atmosfera małych, wakacyjnych miasteczek

EL HIERO – najbardziej ekologiczna spośród tych 7-miu głównych wysp archipelagu, to tutaj rosną najsmaczniejsze w Europie ananasy, a wzdłuż wybrzeża natura utworzyła najciekawsze miejsca do nurkowania

Oczywiście na każdej z wysp króluje wyśmienita kuchnia słynąca z ryb i owoców morza oraz lokalnych serów i wybornego wina.

WYSPY GRECKIE

Kierunek ten nie jest obcy Polakom już od kilku sezonów, ale do tej pory najchętniej lataliśmy na najbardziej skomercjalizowane wyspy (chociaż nie wiem czy Grecy w ogóle dają się „skomercjalizować”, dla mnie Grecja to inny świat – tam czas się zatrzymał).

Od lat popularna jest największa grecka wyspa – KRETA, z ogromną baza noclegową. Ze względu na swój rozmiar, może zaoferować ciekawe wakacje dla każdego. Znajdziemy tutaj i długie, piaszczyste plaże z łagodnym zejściem do wody i bogatą infrastrukturą gastronomiczną jak i ustronne, kamieniste zatoczki. Baza noclegowa oferuje zarówno ogromne 5***** hotele z „all inclusive”, jak i kameralne apartamenty urządzone w lokalnym stylu z możliwością samodzielnego gotowania. Jest też mnóstwo zabytków i atrakcji do zobaczenia, a długa linia brzegowa sprawiła, że spopularyzowały się wszelakie sporty wodne.

Chętnie latamy też na RODOS, który czasem nazywany jest „grecką Ibizą”, ze względu na dużą ilość klubów i dyskotek – są tam miejscowości w których trudno o sen :) Ale ponadto na Rodos znajdziemy piękne plaże i zabytkowy słynny port.

Też znane jest już nam maleńkie KOS, romantyczne ZAKYNTHOS czy też malownicze KORFU.

Ale powoli przekonujemy się do bardziej kameralnych wysp, nie zdeptanych jeszcze przez rzesze turystów. Coraz większym zainteresowaniem cieszą się: wiecznie zielone SKOPELOS; SKIATHOS – gdzie spacerując po wyspie, ma się wrażenie, że wokół słychać „Mamma Mia” i inne hity Abby; antyczna i bardzo spokojna ITAKA; jest też maleńkie i urocze SANTORINI oraz zielona i spokojna KEFALONIA z uroczymi plażami w zatoczkach. Jest w czym wybierać, a wszędzie tam znajdziemy znakomite oliwki, świeżutką oliwę, obłędnie pachnące oregano i znakomitą fetę. I powinniśmy od Greków uczyć się delektowania się chwilą i tego, że tak naprawdę to nic nie musimy…

CHORWACJA

Na Bałkany, a w szczególności do CHORWACJI jeździmy przecież już od wielu lat. Tak, oczywiście, z tym nie można dyskutować. Moim zdaniem, był to jeden z pierwszych zagranicznych wakacyjnych kierunków Polaków. Tylko właśnie, do tej pory jeździliśmy do Chorwacji. I to do apartamentów wynajmowanych w prywatnych domach. Z pełnym bagażnikiem polskiej żywności i weków przyrządzonych w domu przed urlopem, I zamiast cieszyć się wakacjami – zwłaszcza „Panie Domu” – spędzały połowę urlopu w kuchni, gotując obiadki dla rodziny. Od kilku lat coraz łatwiej możemy dotrzeć do Chorwacji samolotem. Stale poszerza się tez oferta wypoczynku w hotelach z opcją wyżywienia nawet „all inclusive”. A odkąd Chorwacja jest członkiem Unii Europejskiej to ceny w tym kraju znacząco spadły, także takie wakacje lotnicze z popularnym „allem” w zasadzie kosztują tyle co wypoczynek np. w Grecji.

Kiedyś usłyszałam taki fantastyczny cytat – „Chorwacja to mały kraj wielkiej przygody”. Z czystym sumieniem mogę się pod tym podpisać. Kraj ten ma niesamowicie rozbudowaną linię brzegową z niezliczoną ilością zatoczek i tysiącem wysp i wysepek (wiele z nich jest niezamieszkałych). Majestatyczne góry, które praktycznie wzdłuż całego wybrzeża „wynurzają się z wody”, ten turkus wody, wąskie uliczki miasteczek, które jeszcze pamiętają czasy Cesarstwa Rzymskiego sprawiają, ze nie sposób się nie zachwycić. Co chwilę możemy się zatrzymywać i podziwiać urocze widoki. Od Istrii po Dubrownik, praktycznie każdy kawałeczek wybrzeża zachwyca niepowtarzalnymi krajobrazami. A do tego jeszcze mnóstwo Parków Narodowych i rezerwatów przyrody. Maximum atrakcji gwarantowane. To kiedy lecimy?

MAJORKA

I znów wracamy do Hiszpanii. Wyspa ogólnie znana wśród Polaków, ale do tej pory niekoniecznie często przez nich odwiedzana. Dlaczego? W sumie nie wiadomo. Dopiero od kilku sezonów zyskuje na popularności wśród naszych rodaków. Co jest dość zadziwiające, bo u naszych zachodnich sąsiadów jest na szczycie topowych wakacyjnych kierunków już od 40-tu lat. Tak, Niemcy już w latach 70-tych XX wieku tłumnie wylatywali na Majorkę.

Wyspa ta pomimo swoich niewielkich rozmiarów (przekątna około 60 km) ma ogromny potencjał i jest doskonałym kierunkiem wakacyjnym dla osób w każdym wieku. Przede wszystkim jest tutaj baza noclegowa na wysokim poziomie (tak, nawet apartamenty i hostele są na wysokim poziomie – chyba właśnie za to możemy podziękować Niemcom) począwszy od apartamentów z własnym wyżywieniem na hotelach 5***** skończywszy.

Wschodnie wybrzeże to urocze turystyczne kurorty – większe i mniejsze, położone w sąsiedztwie pięknych plaż z drobniutkim, białym i miękkim piaskiem. Alcudia, Can Picafort, S’Illot i Sa Coma cieszą się dużą popularnością wśród rodzin z dziećmi – na plażach jest łagodne zejście do wody, a same plaże są dobrze zagospodarowane i oznaczone certyfikatami „Błękitnej Flagi”. Natomiast okoliczne hotele oferują mnóstwo udogodnień dla rodzin z dziećmi, minicluby dla dzieciaków i wiele innych atrakcji.

Z kolei Playa de Malma, El Arenal i Cala Ratjada to tętniące życiem praktycznie 24 godziny na dobę miejscowości wybierane przede wszystkim przez osoby młode, lubiące zabawę i imprezy – nie polecam tych miejsc, osobom szukającym spokoju :)

A północno – zachodnie wybrzeże to dla odmiany zielona enklawa wyspy z malowniczymi klifami, małymi osadami, w większości zamieszkałymi przez rodowitych obywateli wyspy, bez dużych i tłocznych kurortów – doskonała alternatywa dla tych, co lubią ciszę i bliski kontakt z naturą.

MALTA

Totalnym zaskoczeniem w tym sezonie jest MALTA. Ta maleńka wysepka leżąca jeszcze na południe od włoskiej Sycylii bije w tym roku rekordy popularności. Dzięki czemu? Przede wszystkim dzięki temu, ze pojawiło się dużo ofert wypoczynku w tym miejscu. Kiedyś było trudno tam dotrzeć z Polski samolotem i jedyną formą wypoczynku z jaką kojarzyli tę wyspę Polacy były kursy językowe. Oczywiście, one cieszą się nadal dużą popularnością, ale to osobny temat.

Pomimo swych niewielkich rozmiarów wyspa ta ma ogromny potencjał. Przede wszystkim ma świetną bazę noclegową w każdym standardzie i na każdą kieszeń. Ogólnie słynie z kamienistych i klifowych plaż, ale wbrew pozorom można znaleźć tutaj wiele spokojnych i uroczych plaż piaszczystych. Malta to również raj dla amatorów zwiedzania – nazywana jest „wyspą kościołów”, z czego większość jest z epoki baroku. Ale poza kościołami jest tutaj wiele zabytków z czasów starożytności (głównie rzymskich), pałaców i fortów, a także atrakcje naturalne z Błękitną Grotą i Lazurowym Oknem na czele. Dodatkowo cała wyspa jest doskonale skomunikowana lokalnymi autobusami, także bez konieczności wynajmu samochodu (ruch tutaj mamy lewostronny) możemy „za grosze” jeździć po wyspie. Kolejnym dużym ułatwieniem jest język angielski, który jest językiem urzędowym, więc każdy tutaj nim włada.

Z czego jeszcze słynie Malta? Z nurkowania!!! jak mówią osoby uprawiające ten sport: „Olbrzymie podwodne groty, łuki, a także pionowe tunele z białej skały. W krystalicznie czystym morzu świeci rozproszone słońce – oto Malta pod wodą.” Jeszcze dużą atrakcją dla nurkujących są wraki statków zatopione u wybrzeży Malty. I ostatni czynnik przyciągający tutaj turystów – kuchnia. Podobno na Malcie serwują najlepsze na świecie owoce morza złowione chwilę wcześniej w wodach Morza Śródziemnego.

Biuro podróży mini

A my Wam życzymy bajecznych wakacji i samych trafnych wakacyjnych wyborów. A kto jeszcze nie wie, gdzie tegoroczny urlop ma spędzić, to zapraszamy do nas – pomożemy w wyborze wakacji marzeń!

Załoga Internetowego Biura Podróży Podróże-Poślubne.pl oferuje kompleksową pomocy w doborze wycieczki marzeń, zarówno w przypadku tych bliższych jak i całkiem dalekich wojaży, zapewniamy również obsługę indywidualnych podróży.

www.podroze-poslubne.pl

www.facebook.com/podrozeposlubne

Dietetyka Suplementy

„Życie dla życia”- równowaga daje zdrowie.

Lipiec 6, 2016
bakterie

Jak to jest z tą florą bakteryjną? Zażywać, czy nie? Jak w każdym wypadku są zwolennicy, przeciwnicy i Ci co zażywają co jakiś czas preparaty probiotyczne.

Jakie są  fakty?

Do czego jest nam potrzebna flora bakteryjna- obecna nie tylko w jelitach- o czym raczej wszyscy wiedzą, ale też na skórze i błonach śluzowych naszego ciała.

Po pierwsze – ogrom różnorodności gatunków jest zaskakujący. Występuje też specyfika co do miejsca bytowania danego drobnoustroju i jego ilości – a zaburzenia w tym względzie mogą wpływać szkodliwie na homeostazę organizmu- czyli zwyczajnie zdrowie.

Jakie funkcje spełnia to drobne życie?

Po pierwsze w naszych ziemskich warunkach przyroda nie znosi pustki- jeżeli nie ma „dobrej” flory to na to miejsce chętnie wprowadzi się jakiś patogen- łobuz- który nie da nam spać po nocach. Fizjologiczna flora bakteryjna to pewien układ sił. Dlaczego? Bo znajdują się tu pożyteczne, te nieszkodliwe i te szkodliwe byty, które czekają na osłabienie organizmu w celu zawładnięcia przestrzenią i używania jej do swoich celów.

Czym się dla nas zajmują drobnoustroje?

Stanowią obronę przed drobnoustrojami chorobotwórczymi, stanowią barierę również przez tworzenie odpowiedniego środowiska pod kątem równowagi kwasowo zasadowej – w ten sposób są przede wszystkim zabezpieczane powłoki skórne i błony śluzowe, stąd hasło „częste mycie skraca życie”.

Wspomagają system trawienia i odżywiania w różnoraki sposób:

– wspomagają trawienie czyli rozkładanie na czynniki pierwsze pokarmu,

-wspomagają regenerację błon śluzowych jelit, regenerację kosmków jelitowych odpowiedzialnych za poziom przyswajania składników odżywczych, odżywiają śluzówkę jelit zapewniając jej odpowiedni poziom szczelności i funkcjonalności.

– syntetyzują witaminy z grupy B i K

Przyjazne nam drobnoustroje w znaczącym zakresie wspomagają neutralizację toksyn, wspomagając wątrobę.

Pozytywna flora ma decydujący wpływ na występowanie nietolerancji pokarmowych i alergii. Kolejne zakresy wpływu to odporność (znaczna część komórek odpornościowych powstaje w jelicie cienkim), produkcja w odpowiedniej jakości i w odpowiednich potencjałach hormonów i enzymów- czyli regulatorów nasze organizmu.

Podsumowując nie ma układu w organizmie żywym, który nie byłby zależny od probiotyków, sama nazwa pro bios – dla życia, tłumaczy wszystko.

 

Dlaczego 15 – 20 lat temu nie troszczyliśmy się o naszą florę bakteryjną z taką uwaga jak dziś?

Średnio dorosły człowiek powinien mieć około 2 kg bakterii w jelitach. Z wypróżnianiem wydalamy około 200g i tyle powinno się namnożyć w ciągu doby, żeby uzupełnić straty. To fizjologia, a jak faktycznie się wyjaławiamy?

Po pierwsze antybiotyki, tną wszystko do zera. W takiej ostateczności pamiętajmy, że przepisane nam osłonowo leki przeciwgrzybiczne poszerzają spektrum działania antybiotyku również na grzyby, czyli docinają resztki, a po zakończeniu kuracji nie stanowią ochrony przed kolejnymi patogenami. Organizm osłabiony z wytrzebioną florą łatwiej się poddaje kolejnemu pasożytowi niż samodzielnie zacznie się regenerować.

Podobne działanie niszczące mają inne leki, zwłaszcza niebezpieczne są te zażywane codzienne. Gdzie znajdziemy resztę substancji trujących dla naszych dobrych mikrobów? To antybiotyki, leki i środki chemiczne podawane zwierzętom hodowlanym, znajdziemy je w mięsie, mleku i pochodnych, w jajach. Kolejne trucizny to wszystko co jest pryskane, sypane i polewane na rośliny. Następnie dodatki, polepszacze, konserwanty, stabilizatory, barwniki i wypełniacze w przemyśle spożywczym, do tego wszystko to co wypijemy z wodą, wdychamy, wsmarujemy w skórę, to czym umyjemy blat w kuchni i łazienkę. Chyba wystarczy…, no nie wystarczy bo jeszcze stres. Długofalowy stres wpływa na zmianę funkcjonowania mózgu przez co- całego systemu nerwowego powiązanego z systemem odpornościowym, ten z systemem krążenia, który z traktem jelitowym zmieniając jego funkcje i doprowadzając do dysbiozy- a więc znowu wytrzebienie flory i pustka! Długofalowy stres- to nasza reakcja na wiadomości, że waluta nie w tej cenie, że procent kredytu nie ten, że praca, że wojna, że nowa epidemia, że choroba w rodzinie. Normalny stres, to kiedy myślisz zgubiłem portfel i za chwilę okazuje się, że wypadł Ci w twoim aucie- uff. Kiedyś stres był po to, żeby za wszelką cenę uratować życie, spiąć siły, uwolnić hormony umożliwiające nadludzki wysiłek i np. uciec przed niedźwiedziem. Stres był kaskadą – spięcie, wysiłek mięśni, relaksacja. Dzisiaj towarzyszy nam długotrwałe spięcie, bez kolejnych elementów doprowadzających do relaksacji. Ważne jest aby wprowadzić nawyk codziennego wysiłku fizycznego, sportu dla kompensacji spięcia.

W następnym artykule, podpowiem  co robić dla wzmocnienia mikrożycia poza unikaniem wymienionych zagrożeń.

 

Ania Tubicz mini

Z wykształcenia jestem inż. Mgr Biotechnologiem co daje mi zrozumienie działania organizmu ludzkiego- ale moja wiedza wynika z pasji do tematu- doświadczenia 8 lat współpracy z firmą Akuna Polska, a także licznych doświadczeń na sobie i swojej rodzinie.

Służę poradą w zakresie zmiany stylu życia.

 

Kontakt: Tel: 795 537 413

 anna.tubicz@akuna.pl

www.tubicz.akunapolska.pl

 

Dietetyka Przepisy

Jak zrobić samemu mleko roślinne?

Lipiec 4, 2016
zdjęcie jaglana

 

Często gubię się w natłoku informacji i dyskusji na temat czy człowiek jest mięsożercą czy nie.

Jednak osobiste doświadczenie podpowiada mi ze wszystkiego w życiu trzeba używać z umiarem.

Na pewno trzeba wziąć wiele czynników pod uwagę takich jak grupa krwi ( podobno grupa 0 ma lepsze predyspozycje do trawienia mięsa niż inne grupy ponieważ jest to grupa pierwotna), czy upodobania podniebienia i obserwować reakcje naszego ciała co nam samo podpowiada.

Pamiętajmy o tym ze ze dzieci (oczywiście zdrowe, gdyż pasożyty i pleśnie potrafią sterować nami do tego stopnia ze łakniemy to czego akurat one potrzebują a nie koniecznie nasz organizm; czytaj artykuł: Jak odrobaczyć swoja rodzinę? i/lub Dlaczego odkwasić organizm?) doskonale wiedza co jest im potrzebne, wiec trzeba dać im decydować pokazując szeroki wachlarz wyboru. Same świetnie sobie dobiorą to co im służy.

Jeśli chodzi o żywienie moich dzieci po prostu nie miałam wyboru gdyż z mięsa nie chcą rezygnować, kotlecik to podstawa, jednak staram się to równoważyć, natomiast w kwestii produktów mlecznych po prostu ich nie tolerują tak jak i syntetycznych hydrolizatów (aptecznych produktów mleko zastępczych).

Chcąc nie chcąc byłam zmuszona rozpocząć produkcje samodzielnie. Tak jak w przypadku mleka ryżowego można kupić w sklepie mleko kartonowe w zdrowym składzie (tzn. bez dodatku cukru i innych zbędnych dodatków , o dużej zawartości ryżu), jednak nie nadaje się one dla niemowląt, tak w przypadku mleka migdałowego i jaglanego nie udało mi się wybrać z polki czegoś rozsądnego. Króluje w tych mlekach cukier i mała zawartość migdałów max. do 15 %. A wiec jak zrobić to mleko samemu?

Mleko migdałowe (można użyć każdego typu orzechów – nerkowce, brazylijskie itd. Itp.)

1 szklankę/miseczkę migdałów namoczyć na noc, rano obrać ze skorki. Obrane migdały wypłukać i przełożyć do garnka, zalać 4 szklankami/miseczkami dobrej wody. Zagotować i następnie gotować na małym ogniu 20-30 min. Lekko ostudzić i zmiksować w całości. Drobinki warto przecedzić i użyć np. do sałatki. Gotowe!

Ważne! Orzechy są bardzo ciężko strawne i często alergizują wiec nie decydowałabym się na podanie tego mleka dzieciom poniżej roku. Natomiast mleko ryżowe i jaglane może być stosowane do dokarmiania dzieci od pierwszego dnia życia tak jak i homogenizat mięsny, o którym napisze w innym artykule (szukaj: Alternatywa dla żywienia niemowląt, które nie mogą być karmione piersią).

Mleko jaglane

Szklankę kaszy jaglanej dobrze wypłukać pod bieżąca woda, następnie ugotować w 4-6 szklanek wody. Kasze przełożyć do większego garnka i dolać 1,5 litra dobrej wody,zmiksować, odcedzić drobnym sitkiem i gotowe!

Mleko/kleik z ryżu

100/200 g dobrego ekologicznego wypłukać i namoczyć (przynajmniej 4-5 godzin), następnie ryżu rozgotować w garnku najlepiej w szybkowarze w 1,5 -2 litrze wody (proporcje wpłyną na gęstość, warto eksperymentować, gdyż wiele zależy od garnka i kuchenki). W przypadku białego ryżu można całość zmiksować i gotowe. Ciemny ryz warto przetrzeć w sitku drewniana palka do ucierania ciasta aby pozbyć się twardych drobinek.

 

Do smaku i zwiększenia wartości odżywczych mlek dodawałam sól himalajska lub kłodawską ( kilka ziarenek na cala ilość) oraz olej lniany lub kokosowy, do każdej porcji ½ łyżeczki ( w przypadku małych dzieci). Do gotowania można także dodać glona np. kombu. Po ugotowaniu usunąć przed miksowaniem. Smacznego!

 

Artykuł jest napisany w myśl open source i zezwala się na dowolne jego kopiowanie i rozpowszechnianie z zastrzeżeniem podania źródła i autora. Na zdrowie.

AutOla-minior:
Aleksandra Lemańska – przede wszystkim mama Zosi i Stasia

prezes Fundacji Wrocław miasto Kobiet

właściciel firmy Epino Polska www.epino.pl

kontakt 506 85 63 26 wmkaukcje@gmail.com

 

Baby Dietetyka Przepisy

Alternatywa dla żywienia niemowląt, które nie mogą być karmione piersią.

Lipiec 4, 2016

Jest wiele teorii na temat żywienia niemowląt, jednak obecnie wszyscy specjaliści zgodnie twierdza, ze do 6. Miesiąca życia dziecko najbardziej potrzebuje mleka swojej mamy. Zupełnie zgadzam się z ta teza, jednak bywają sytuacje ze nie jest to po prostu możliwe i co wtedy?

Na rynku dostępnych jest wiele odzywek tak zwanych mlek modyfikowanych. Jest to jednak bardzo przetworzona żywność i czy tak naprawdę jest to w ogóle jedzenie? Coraz więcej dzieci ma alergie i nie toleruje mleka z proszku. Może głównym powodem tych nietolerancji jest to ze mleka modyfikowane (sama ta nazwa już jest bardzo wymowna) jest hydrolizatem lub produktem tak naprawdę mlekopodobnym, ale głównie pochodzącym ze sproszkowanego mleka krowiego. W naturze nie spotyka się żeby jakikolwiek gatunek używał mleka innego zwierza, dlaczego? Dlatego ze każde mleko zawiera składniki najbardziej odpowiednie dla danego ssaka. Tak wiec mleko krowie jest dla małych krówek, mleko kozie dla koźlątek a mleko kota dla małych kotków. Maleńki człowiek potrzebuje innych proporcji w mleku i innego składu, choćby dlatego ze najważniejszym i najbardziej rozwijającym się organem dziecka ludzkiego to mozg wraz z układem neurologicznym, a co za tym idzie dziecko potrzebuje więcej tłuszczu a niżeli mała krówka, która musi szybko samodzielnie stanąć na nogi do czego potrzebuje silnych kości i masy mięśniowej, a wiec więcej wapnia.

Tak się złożyło ze w praktyce moje dzieci po prostu nie tolerowały mlek zastępczych wiec po konsultacji u dietetyka mój syn od 4. Miesiąca życia był karmiony mlekami domowej produkcji.

Z pewnością każdy powinien sam ocenić co będzie najlepsze dla swojego dziecka. Ja uważam ze po mleku mamy najlepiej przyswajane są produkty roślinne (polecam artykuł na naszej stronie pt. Jak samemu zrobić mleko roślinne), są tez źródłem niezbędnych dla nas składników odżywczych i lekkostrawne, jednak niektóre niemowlaki po porostu się nie najadają. Obok mleka ryżowego i jaglanego a w późniejszym wieku (powyżej roku) mleka migdałowego stosowałam homogenizat mięsny.

Czym jest homogenizat? Jest forma wywaru mięsnego, takiego rosołku.

Jak przygotować samodzielnie homogenizat i jakiego mięsa użyć?

Do przygotowania homogenizatu polecam przede wszystkim mięso królika ( to jedyne mięsa o odczynie alkalicznym, warto przeczytać artykuł pt. Dlaczego warto się odkwasić?). Można także stosować pierś indyka lub kury ekologicznej.

Około 400-500 g  mięsa zamoczyć na 10 minut w wodzie z sola ( w celu oczyszczenia ), następnie spłukać i pokroić na małe kawałki, mięso ugotować w 1,5 litrze dobrej wody w szybkowarze a następnie zmiksować. Przecedzić homogenizat przez drobne sitko i gotowe! Ostudzić i podawać w butelce lub dodatek do kleiku ryżowego dodając łyżeczkę oleju lnianego lub kokosowego.

Aby zwiększyć wartości odżywczych do gotowania warto dodać kilka ziarenek soli himalajskiej lub kłodawskiej i kawałek glona kombu.

Dzieciom powyżej roku nie trzeba odsączać drobinek mięsnych, ale można J

W razie dodatkowych pytań prosimy o kontakt.

Artykuł jest napisany w myśl open source i zezwala się na dowolne jego kopiowanie i rozpowszechnianie z zastrzeżeniem podania źródła i autora. Na zdrowie

 

 

AutOla-minior:
Aleksandra Lemańska – przede wszystkim mama Zosi i Stasia

prezes Fundacji Wrocław miasto Kobiet

właściciel firmy Epino Polska www.epino.pl

kontakt 506 85 63 26 wmkaukcje@gmail.com