Browsing Category

Dietetyka

Dietetyka

Świąteczny Diet Coaching czyli jak nie przytyć w święta

Grudzień 14, 2016
diet-coaching-święta

 

 

Święta nie lubią liczenia…szczególnie kalorii! Ś‌wiąteczne potrawy są jednak dużym zagrożeniem dla sylwetki i wagi. Co zrobić, żeby nie przytyć w święta? Czy trzeba rezygnować z jedzenia połowy świątecznych smakołyków?

 

Proponuję znacznie prostsze triki!

 

  1. Ustal realne cele czyli: np. może nie staraj się schudnąć w tym czasie za wszelką cenę, ale staraj się nie przytyć – to łatwiejsze do zrealizowania.
  2. Zachowaj umiar – dobrą metodą jest degustowanie potraw a nie najadanie się nimi do syta.
  3. Przed jedzeniem wypij szklankę wody z sokiem z cytryny. Woda wypełni nieco żołądek i tym samym ograniczy apetyt.
  4. Zacznij od potrawy najmniej kalorycznej.
  5. Jedz powoli małymi kęsami: każdy kęs przeżuwaj 20-25 razy, dzięki czemu zjesz mniej. Pamiętaj, że do twojego mózgu dopiero po 20 minutach dociera sygnał, że zjadłaś. Wobec tego lepsze jest lekki uczucie niedosytu po posiłku niż uczucie przejedzenia!
  6. Celebruj każdy kęs, co oznacza jedzenie z uważnością. Staraj się poczuć teksturę i rozwijające się smaki każdego  kęsa. Smakuj, a nie tylko połykaj.
  7. Pij dużo wody – daje poczucie sytości i tym samym ogranicza ilość zjedzonych produktów.
  8. Ruszaj się: wybierz się na spacer, poszalej z dzieciakami, potańcz, uskutecznij poranną gimnastykę-wymyśl coś dla siebie !
  9. Dziel się. Nie musisz zjeść całego kawałka sernika, podziel się z kimś bliskim a będzie to z korzyścią dla dwojga:-)
  10. Bądź asertywny przy stole. Możesz odmówić zjadania kolejnej porcji czegoś, bo Ty wiesz najlepiej co i w jakich ilościach Ci służy.
  11. Bądź w zgodzie ze sobą i słuchaj sygnałów które wysyła Twoje Ciało! Ono nigdy się nie myli!

 

W dniu Wieczerzy Wigilijnej.

 

Choć według obecnych przepisów kościelnych w Wigilię nie obowiązuje nawet wstrzemięźliwość od pokarmów mięsnych, wielu z nas świadomie zachowuje całkowity post. Tymczasem głodówka jest niezdrowym nawykiem żywieniowym, ponieważ nie dostarczając naszemu organizmowi pożywienia, narażamy go na hipoglikemię, tj. znaczne obniżenie poziomu cukru we krwi. To powoduje że czujemy się osłabieni, nerwowi, apatyczni oraz senni – dlatego zalecane jest zjedzenie w wigilijny poranek małego, ale wartościowego posiłku jak jogurt naturalny z dodatkiem otrąb i suszonych owoców. Zaś w ciągu dnia wskazany jest owoc czy sok warzywny bez dodatku cukru. Dzięki stałym dostawom składników odżywczych nie będziemy odczuwać głodu przed wieczerzą i w konsekwencji nie przejemy się.

 

Z życzeniami zdrowia

 

Diet coach Ewazdjęcie małe Miłowicz

tel: 600 965 553

email: emilowicz@gmail.com

Dietetyka Przepisy

Ciasto śliwkowe, bezglutenowe od Ewy Miłowicz

Listopad 14, 2016
ciasto sl.
  1. Ciasto na mące kokosowej ze śliwkami (bezglutenowe)

 

  • 6 jajek
  • ½ szklanki mąki kokosowej
  • ¼ szklanki oleju kokosowego roztopionego
  • 2 łyżki miodu lub syropu klonowego
  • 2 łyżeczki proszku do pieczenia (bezglutenowego)
  • 2 łyżeczki cukru z prawdziwą wanilią
  • świeże śliwki

 

Piekarnik  nastawić na temperaturę 160 ºC funkcja grzania termoobieg. Formę o średnicy 22 cm wyłożyć papierem do pieczenia. Jajka ubijać wraz z miodem około 10 minut za pomocą miksera. Cały czas ubijając dodać olej. Mąkę przesiać wraz z proszkiem i dodać do masy jajecznej . Dokładnie wymieszać aż wszystkie składniki się połączą – ciasto powinno mieć konsystencję budyniu. Ciasto przelać do przygotowanej formy, wyłożyć na wierzch połówki śliwek i piec 25-30 minut lub do momentu kiedy patyczek włożony w środek jest suchy.

http://wroclawmiastokobiet.pl/wp-content/uploads/2016/11/zdj%C4%99cie-mini.jpg

Diet coach Ewa Miłowicz

tel: 600 965 553

email: emilowicz@gmail.com

Dietetyka Przepisy

Przepisy od Ewy Miłowicz- wegańsko i pysznie.

Listopad 14, 2016
IMG_2475.JPG-ciastka-jaglane-1
  1. Czekoladowe ciastka jaglane (wegańskie, bezglutenowe)

 

  • 2 szklanki ugotowanej kaszy jaglanej
  • szklanka otrębów żytnich
  • 4 łyżki płynnego miodu lub syropu klonowego)
  • łyżka oleju kokosowego w formie stałej (roztopić)
  • 30 g czekolady gorzkiej min. 70% kakao drobno posiekanej
  • łyżeczka ekstraktu waniliowego (nie olejku)
  • szklanka wiórek kokosowych
  • łyżka nasionek chia + 4 łyżki ciepłej wody

 

Nasionka chia zalewamy ciepłą wodą i odstawiamy na 5 minut, zrobi się z nich galaretowata zawiesina, która zastępuje jajko. Wszystkie pozostałe składniki mieszamy ze sobą w misce. Dodajemy napęczniałe nasionka i miksujemy wszystko razem ok. 1,5 minuty . Po tym czasie nabieramy bardzo gęste ciasto łyżką i w dłoni formujemy ciasteczko, kładziemy na blachę wyłożoną papierem do pieczenia. Pieczemy w  piekarniku nagrzanym do 180 stopni C i pieczemy ok. 25-30 minut. Wyjmujemy przestudzone, wtedy mają odpowiednią konsystencję.

zdjęcie mini

Diet coach Ewa Miłowicz

tel: 600 965 553

email: emilowicz@gmail.com

Dietetyka ogólnie Sklepy Eko

Zdrowo=drogo…?

Sierpień 3, 2016
pomidorki

 

 

Eko moda, przejdzie, jak wszystko. Wymyślili sobie coś. Nie stać mnie, to wszystko drogie, a tak naprawdę jedna wielka ściema.

Czyżby? Należałoby zadać sobie pytanie co tak naprawdę jest ściemą. Albo po prostu kupić w sklepie kilka ziemniaków, ugotować i zastanawiać się, dlaczego następnego dnia są czarne. Biorąc pod uwagę, jak często mamy do czynienia z takim zjawiskiem, dochodzimy do wniosku, że tak się dzieje z ziemniakami. Otóż nie – nie dzieje się. Czernienie nie jest w naturze ziemniaka. Brązowienie surowego ziemniaka tak, gdyż jest to zwykły proces utleniania, podobnie dzieje się z jabłkiem. Ale czerniejący ugotowany ziemniak, to ziemniak, z którego wyłazi azot i cała reszta napakowanej chemii. Ziemniak bez chemii nie czernieje, co najwyżej spleśnieje, ale nie polecam namnażać sobie grzybów w lodówce, czy poza nią.

Dlaczego mamy chemię w jedzeniu….pomijając teorie spiskowe, to najprostszym tłumaczeniem jest efekt skali. Innymi słowy – więcej za mniej. Konserwanty umożliwiają dłuższe przechowywanie żywności, ochronę przed pleśnią, grzybami i ich toksynami. Pozostałe substancje wzmacniają nasze doznania smakowe, wzrokowe. Żywność ma długie terminy przydatności do spożycia, straty producentów są minimalizowane, lub przedłużone w czasie, jest mniej zwrotów, można więcej produkować, itd… Pytanie tylko, po co? Bo wszystko to sprowadziło nas na manowce. Po pierwsze nauczyło marnotrawstwa, bo można wyrzucić, kupi się świeże, kupię, odłożę, zapomnę, bo przecież termin ma roczny, po drugie – jest tego tak pełno, że nasze lenistwo, lub brak czasu powodują bezmyślność przy dokonywaniu zakupów. Do tego jeszcze presja reklamy, która niby pełni zadanie informacyjne, ale i powoduje błędne przekonania. Nie mówiąc już o tym, jak wielu produkowanych rzeczy nie przejadamy.

W efekcie nie zdajemy sobie sprawy, jak droga jest żywność, którą kupujemy w tanich dyskontach. Po pierwsze wyrzucamy pieniądze w kosz, nie przejadając wszystkiego, po drugie mamy wydatek odwleczony w czasie, bowiem niechlujstwo żywieniowe zemści się na nas bezlitośnie i to, co rzekomo zaoszczędziliśmy – wydamy w aptece, albo innym przybytku, któremu powierzymy nasze zdrowie, a właściwie jego brak.

Wracając do meritum – czy zdrowe musi być drogie? Nie musi. Wspomniałam o efekcie skali, to wspomnę o podstawowej zasadzie, jaką kieruje się rynek – prawie podaży i popytu. Jest moda na eko? Dobrze, niech trwa jak najdłużej. To jest właśnie popyt, czyli sygnał dla producentów, że konsumenci mają potrzebę towaru wysokiej jakości, zdrowego. Społeczna świadomość rośnie, a co za tym idzie, rośnie liczba producentów zdrowej żywności. Rolnicy dochodzą do wniosku, że to fajny rynek. Przestają wstydzić się tradycyjnych upraw. A rosnący popyt to znów zapotrzebowanie na większe ilości, a tu wracamy do wspomnianego efektu skali.

Zatem kupujmy więcej, za mniej, ale z głową. Kupujmy to, co dobre, zdrowe. poszerzajmy swoją wiedzę o jedzeniu, o zawartości produktów. Czytajmy etykiety i nie dajmy się robić w balon, a nasz portfel naprawdę na tym nie ucierpi. Za to nasze zdrowie i samopoczucie zyska. Zdanie świadomego konsumenta jest istotne. Tym bardziej, im więcej nas jest.

A z własnego doświadczenia polecam stworzyć grupy zakupowe, które dzięki wspólnym zamówieniom mogą zdziałać więcej i nabyć smaczne produkty od wybranych wytwórców, którzy sami nie boją się spożywać owoców swojej pracy. :)

 

magda mini

Jeśli chcesz się dowiedzieć, jak zapewnić sobie, swojej rodzinie i najbliższemu otoczeniu dostęp do świeżej, sprawdzonej, dobrej żywności począwszy od warzyw, poprzez chleb, nabiał na garmażerce skończywszy, to zapraszam serdecznie.

LokalnyRolnik.pl – Zdrowa żywność blisko Ciebie
Dietetyka Suplementy

„Życie dla życia”- równowaga daje zdrowie.

Lipiec 6, 2016
bakterie

Jak to jest z tą florą bakteryjną? Zażywać, czy nie? Jak w każdym wypadku są zwolennicy, przeciwnicy i Ci co zażywają co jakiś czas preparaty probiotyczne.

Jakie są  fakty?

Do czego jest nam potrzebna flora bakteryjna- obecna nie tylko w jelitach- o czym raczej wszyscy wiedzą, ale też na skórze i błonach śluzowych naszego ciała.

Po pierwsze – ogrom różnorodności gatunków jest zaskakujący. Występuje też specyfika co do miejsca bytowania danego drobnoustroju i jego ilości – a zaburzenia w tym względzie mogą wpływać szkodliwie na homeostazę organizmu- czyli zwyczajnie zdrowie.

Jakie funkcje spełnia to drobne życie?

Po pierwsze w naszych ziemskich warunkach przyroda nie znosi pustki- jeżeli nie ma „dobrej” flory to na to miejsce chętnie wprowadzi się jakiś patogen- łobuz- który nie da nam spać po nocach. Fizjologiczna flora bakteryjna to pewien układ sił. Dlaczego? Bo znajdują się tu pożyteczne, te nieszkodliwe i te szkodliwe byty, które czekają na osłabienie organizmu w celu zawładnięcia przestrzenią i używania jej do swoich celów.

Czym się dla nas zajmują drobnoustroje?

Stanowią obronę przed drobnoustrojami chorobotwórczymi, stanowią barierę również przez tworzenie odpowiedniego środowiska pod kątem równowagi kwasowo zasadowej – w ten sposób są przede wszystkim zabezpieczane powłoki skórne i błony śluzowe, stąd hasło „częste mycie skraca życie”.

Wspomagają system trawienia i odżywiania w różnoraki sposób:

– wspomagają trawienie czyli rozkładanie na czynniki pierwsze pokarmu,

-wspomagają regenerację błon śluzowych jelit, regenerację kosmków jelitowych odpowiedzialnych za poziom przyswajania składników odżywczych, odżywiają śluzówkę jelit zapewniając jej odpowiedni poziom szczelności i funkcjonalności.

– syntetyzują witaminy z grupy B i K

Przyjazne nam drobnoustroje w znaczącym zakresie wspomagają neutralizację toksyn, wspomagając wątrobę.

Pozytywna flora ma decydujący wpływ na występowanie nietolerancji pokarmowych i alergii. Kolejne zakresy wpływu to odporność (znaczna część komórek odpornościowych powstaje w jelicie cienkim), produkcja w odpowiedniej jakości i w odpowiednich potencjałach hormonów i enzymów- czyli regulatorów nasze organizmu.

Podsumowując nie ma układu w organizmie żywym, który nie byłby zależny od probiotyków, sama nazwa pro bios – dla życia, tłumaczy wszystko.

 

Dlaczego 15 – 20 lat temu nie troszczyliśmy się o naszą florę bakteryjną z taką uwaga jak dziś?

Średnio dorosły człowiek powinien mieć około 2 kg bakterii w jelitach. Z wypróżnianiem wydalamy około 200g i tyle powinno się namnożyć w ciągu doby, żeby uzupełnić straty. To fizjologia, a jak faktycznie się wyjaławiamy?

Po pierwsze antybiotyki, tną wszystko do zera. W takiej ostateczności pamiętajmy, że przepisane nam osłonowo leki przeciwgrzybiczne poszerzają spektrum działania antybiotyku również na grzyby, czyli docinają resztki, a po zakończeniu kuracji nie stanowią ochrony przed kolejnymi patogenami. Organizm osłabiony z wytrzebioną florą łatwiej się poddaje kolejnemu pasożytowi niż samodzielnie zacznie się regenerować.

Podobne działanie niszczące mają inne leki, zwłaszcza niebezpieczne są te zażywane codzienne. Gdzie znajdziemy resztę substancji trujących dla naszych dobrych mikrobów? To antybiotyki, leki i środki chemiczne podawane zwierzętom hodowlanym, znajdziemy je w mięsie, mleku i pochodnych, w jajach. Kolejne trucizny to wszystko co jest pryskane, sypane i polewane na rośliny. Następnie dodatki, polepszacze, konserwanty, stabilizatory, barwniki i wypełniacze w przemyśle spożywczym, do tego wszystko to co wypijemy z wodą, wdychamy, wsmarujemy w skórę, to czym umyjemy blat w kuchni i łazienkę. Chyba wystarczy…, no nie wystarczy bo jeszcze stres. Długofalowy stres wpływa na zmianę funkcjonowania mózgu przez co- całego systemu nerwowego powiązanego z systemem odpornościowym, ten z systemem krążenia, który z traktem jelitowym zmieniając jego funkcje i doprowadzając do dysbiozy- a więc znowu wytrzebienie flory i pustka! Długofalowy stres- to nasza reakcja na wiadomości, że waluta nie w tej cenie, że procent kredytu nie ten, że praca, że wojna, że nowa epidemia, że choroba w rodzinie. Normalny stres, to kiedy myślisz zgubiłem portfel i za chwilę okazuje się, że wypadł Ci w twoim aucie- uff. Kiedyś stres był po to, żeby za wszelką cenę uratować życie, spiąć siły, uwolnić hormony umożliwiające nadludzki wysiłek i np. uciec przed niedźwiedziem. Stres był kaskadą – spięcie, wysiłek mięśni, relaksacja. Dzisiaj towarzyszy nam długotrwałe spięcie, bez kolejnych elementów doprowadzających do relaksacji. Ważne jest aby wprowadzić nawyk codziennego wysiłku fizycznego, sportu dla kompensacji spięcia.

W następnym artykule, podpowiem  co robić dla wzmocnienia mikrożycia poza unikaniem wymienionych zagrożeń.

 

Ania Tubicz mini

Z wykształcenia jestem inż. Mgr Biotechnologiem co daje mi zrozumienie działania organizmu ludzkiego- ale moja wiedza wynika z pasji do tematu- doświadczenia 8 lat współpracy z firmą Akuna Polska, a także licznych doświadczeń na sobie i swojej rodzinie.

Służę poradą w zakresie zmiany stylu życia.

 

Kontakt: Tel: 795 537 413

 anna.tubicz@akuna.pl

www.tubicz.akunapolska.pl

 

Dietetyka Przepisy

Jak zrobić samemu mleko roślinne?

Lipiec 4, 2016
zdjęcie jaglana

 

Często gubię się w natłoku informacji i dyskusji na temat czy człowiek jest mięsożercą czy nie.

Jednak osobiste doświadczenie podpowiada mi ze wszystkiego w życiu trzeba używać z umiarem.

Na pewno trzeba wziąć wiele czynników pod uwagę takich jak grupa krwi ( podobno grupa 0 ma lepsze predyspozycje do trawienia mięsa niż inne grupy ponieważ jest to grupa pierwotna), czy upodobania podniebienia i obserwować reakcje naszego ciała co nam samo podpowiada.

Pamiętajmy o tym ze ze dzieci (oczywiście zdrowe, gdyż pasożyty i pleśnie potrafią sterować nami do tego stopnia ze łakniemy to czego akurat one potrzebują a nie koniecznie nasz organizm; czytaj artykuł: Jak odrobaczyć swoja rodzinę? i/lub Dlaczego odkwasić organizm?) doskonale wiedza co jest im potrzebne, wiec trzeba dać im decydować pokazując szeroki wachlarz wyboru. Same świetnie sobie dobiorą to co im służy.

Jeśli chodzi o żywienie moich dzieci po prostu nie miałam wyboru gdyż z mięsa nie chcą rezygnować, kotlecik to podstawa, jednak staram się to równoważyć, natomiast w kwestii produktów mlecznych po prostu ich nie tolerują tak jak i syntetycznych hydrolizatów (aptecznych produktów mleko zastępczych).

Chcąc nie chcąc byłam zmuszona rozpocząć produkcje samodzielnie. Tak jak w przypadku mleka ryżowego można kupić w sklepie mleko kartonowe w zdrowym składzie (tzn. bez dodatku cukru i innych zbędnych dodatków , o dużej zawartości ryżu), jednak nie nadaje się one dla niemowląt, tak w przypadku mleka migdałowego i jaglanego nie udało mi się wybrać z polki czegoś rozsądnego. Króluje w tych mlekach cukier i mała zawartość migdałów max. do 15 %. A wiec jak zrobić to mleko samemu?

Mleko migdałowe (można użyć każdego typu orzechów – nerkowce, brazylijskie itd. Itp.)

1 szklankę/miseczkę migdałów namoczyć na noc, rano obrać ze skorki. Obrane migdały wypłukać i przełożyć do garnka, zalać 4 szklankami/miseczkami dobrej wody. Zagotować i następnie gotować na małym ogniu 20-30 min. Lekko ostudzić i zmiksować w całości. Drobinki warto przecedzić i użyć np. do sałatki. Gotowe!

Ważne! Orzechy są bardzo ciężko strawne i często alergizują wiec nie decydowałabym się na podanie tego mleka dzieciom poniżej roku. Natomiast mleko ryżowe i jaglane może być stosowane do dokarmiania dzieci od pierwszego dnia życia tak jak i homogenizat mięsny, o którym napisze w innym artykule (szukaj: Alternatywa dla żywienia niemowląt, które nie mogą być karmione piersią).

Mleko jaglane

Szklankę kaszy jaglanej dobrze wypłukać pod bieżąca woda, następnie ugotować w 4-6 szklanek wody. Kasze przełożyć do większego garnka i dolać 1,5 litra dobrej wody,zmiksować, odcedzić drobnym sitkiem i gotowe!

Mleko/kleik z ryżu

100/200 g dobrego ekologicznego wypłukać i namoczyć (przynajmniej 4-5 godzin), następnie ryżu rozgotować w garnku najlepiej w szybkowarze w 1,5 -2 litrze wody (proporcje wpłyną na gęstość, warto eksperymentować, gdyż wiele zależy od garnka i kuchenki). W przypadku białego ryżu można całość zmiksować i gotowe. Ciemny ryz warto przetrzeć w sitku drewniana palka do ucierania ciasta aby pozbyć się twardych drobinek.

 

Do smaku i zwiększenia wartości odżywczych mlek dodawałam sól himalajska lub kłodawską ( kilka ziarenek na cala ilość) oraz olej lniany lub kokosowy, do każdej porcji ½ łyżeczki ( w przypadku małych dzieci). Do gotowania można także dodać glona np. kombu. Po ugotowaniu usunąć przed miksowaniem. Smacznego!

 

Artykuł jest napisany w myśl open source i zezwala się na dowolne jego kopiowanie i rozpowszechnianie z zastrzeżeniem podania źródła i autora. Na zdrowie.

AutOla-minior:
Aleksandra Lemańska – przede wszystkim mama Zosi i Stasia

prezes Fundacji Wrocław miasto Kobiet

właściciel firmy Epino Polska www.epino.pl

kontakt 506 85 63 26 wmkaukcje@gmail.com

 

Baby Dietetyka Przepisy

Alternatywa dla żywienia niemowląt, które nie mogą być karmione piersią.

Lipiec 4, 2016

Jest wiele teorii na temat żywienia niemowląt, jednak obecnie wszyscy specjaliści zgodnie twierdza, ze do 6. Miesiąca życia dziecko najbardziej potrzebuje mleka swojej mamy. Zupełnie zgadzam się z ta teza, jednak bywają sytuacje ze nie jest to po prostu możliwe i co wtedy?

Na rynku dostępnych jest wiele odzywek tak zwanych mlek modyfikowanych. Jest to jednak bardzo przetworzona żywność i czy tak naprawdę jest to w ogóle jedzenie? Coraz więcej dzieci ma alergie i nie toleruje mleka z proszku. Może głównym powodem tych nietolerancji jest to ze mleka modyfikowane (sama ta nazwa już jest bardzo wymowna) jest hydrolizatem lub produktem tak naprawdę mlekopodobnym, ale głównie pochodzącym ze sproszkowanego mleka krowiego. W naturze nie spotyka się żeby jakikolwiek gatunek używał mleka innego zwierza, dlaczego? Dlatego ze każde mleko zawiera składniki najbardziej odpowiednie dla danego ssaka. Tak wiec mleko krowie jest dla małych krówek, mleko kozie dla koźlątek a mleko kota dla małych kotków. Maleńki człowiek potrzebuje innych proporcji w mleku i innego składu, choćby dlatego ze najważniejszym i najbardziej rozwijającym się organem dziecka ludzkiego to mozg wraz z układem neurologicznym, a co za tym idzie dziecko potrzebuje więcej tłuszczu a niżeli mała krówka, która musi szybko samodzielnie stanąć na nogi do czego potrzebuje silnych kości i masy mięśniowej, a wiec więcej wapnia.

Tak się złożyło ze w praktyce moje dzieci po prostu nie tolerowały mlek zastępczych wiec po konsultacji u dietetyka mój syn od 4. Miesiąca życia był karmiony mlekami domowej produkcji.

Z pewnością każdy powinien sam ocenić co będzie najlepsze dla swojego dziecka. Ja uważam ze po mleku mamy najlepiej przyswajane są produkty roślinne (polecam artykuł na naszej stronie pt. Jak samemu zrobić mleko roślinne), są tez źródłem niezbędnych dla nas składników odżywczych i lekkostrawne, jednak niektóre niemowlaki po porostu się nie najadają. Obok mleka ryżowego i jaglanego a w późniejszym wieku (powyżej roku) mleka migdałowego stosowałam homogenizat mięsny.

Czym jest homogenizat? Jest forma wywaru mięsnego, takiego rosołku.

Jak przygotować samodzielnie homogenizat i jakiego mięsa użyć?

Do przygotowania homogenizatu polecam przede wszystkim mięso królika ( to jedyne mięsa o odczynie alkalicznym, warto przeczytać artykuł pt. Dlaczego warto się odkwasić?). Można także stosować pierś indyka lub kury ekologicznej.

Około 400-500 g  mięsa zamoczyć na 10 minut w wodzie z sola ( w celu oczyszczenia ), następnie spłukać i pokroić na małe kawałki, mięso ugotować w 1,5 litrze dobrej wody w szybkowarze a następnie zmiksować. Przecedzić homogenizat przez drobne sitko i gotowe! Ostudzić i podawać w butelce lub dodatek do kleiku ryżowego dodając łyżeczkę oleju lnianego lub kokosowego.

Aby zwiększyć wartości odżywczych do gotowania warto dodać kilka ziarenek soli himalajskiej lub kłodawskiej i kawałek glona kombu.

Dzieciom powyżej roku nie trzeba odsączać drobinek mięsnych, ale można J

W razie dodatkowych pytań prosimy o kontakt.

Artykuł jest napisany w myśl open source i zezwala się na dowolne jego kopiowanie i rozpowszechnianie z zastrzeżeniem podania źródła i autora. Na zdrowie

 

 

AutOla-minior:
Aleksandra Lemańska – przede wszystkim mama Zosi i Stasia

prezes Fundacji Wrocław miasto Kobiet

właściciel firmy Epino Polska www.epino.pl

kontakt 506 85 63 26 wmkaukcje@gmail.com

 

 

 

Dietetyka

Alergie u dzieci

Marzec 8, 2016
Coraz częściej spotykamy się, w zasadzie już u noworodków z problemami skórnymi, alergiami, nietolerancjami pokarmowymi.

Dlaczego?

Dokładnie to pytanie zadaje sobie sama od wielu lat, Jestem mama dwójki maluchów, prowadzonych przez stada specjalistów, od pediatrów po wróżki:)

W tym artykule chciałabym podzielnic się z Wami moim doświadczeniem i obserwacjami.

Zacznę może od samych definicji które z biegiem lat same mi się klarowały a wciąż są płynne. A wiec poprzez alergie rozumiem sytuacje w której organizm odbiera dany np. pokarm, kosmetyk lub środowisko jako wroga i zaczyna z nim walczyć. Częste objawy to bolę brzucha, migreny, wysypki, opuchlizna, bezsenność. Alergen podnosi adrenalinę, dosłownie i w przenośni, co sprawia ze ciało znajduje się w stanie stresu, walki, tryb przetrwania. A wiec ma on ogromny wpływ na system neurologiczny. Obciążenia tego sytemu w czasie rozwoju nie pozostają bez znaczenia. Czytałam o sytuacjach gdzie zmiana diety u dzieci prowadziła do radykalnych zmian w zachowaniu wręcz do zmian charakterologicznych. Namacalnym dowodem było porównanie rysunków tych dzieci przed i po diecie.

Czym w takim razie rożni się nietolerancja pokarmowa. Reakcje i objawy organizmu są podobne wręcz identyczne.

Alergie wydaja się być trwalsze? genetyczne a nietolerancje przejściowe?

Czy da się wyleczyć te dolegliwości, czy z tego się wyrasta?

Co tak naprawdę je powoduje?

Czy mamy obecnie do czynienia z plaga?
To są pytania dziś wielu rodziców, mniej lub bardziej świadomych.

 Jak ten problem pojawił się u mnie i moich dzieci?

Wszystko zaczęło się od tego ze moja pierwsze dziecko nie spało, tzn spało ale było z tym wiele trudności, długie usypianie, częste budzenie. Od początku wiedziałam ze coś jest nie tak , choć wszyscy uspokajali mnie ze to normalne i samo minie. Jednak z upływem czasu samo nie minęło. Zosia była karmiona piersią, książkowo wprowadzałam jej wszystkie produkty, kolo roku zaczęłam dokarmiać mlekiem modyfikowanym. Przełom nastąpił kiedy wieczorna butelka zamiast w brzuszku w całości wylądowała na podłodze i dziecko przespało cala noc. Dr Google a następnie dietetyk bardzo szybko rozjaśnił sytuacje. A wiec genetyczna nie tolerancja nabiału. Wycofałam pierś, mleko modyfikowane, gluten. Sama zaczęłam stosować dietę bez mleczna i bezglutenowa. Zosi szybko nie pomogło w zasadzie to walczymy do dziś:) Jeśli chodzi o mnie to każda próba powrotu do nabiału kończyła się drastycznie, bolę głowy i biegunki, bezsenność. Podobnie jest u Zosi tzn. u niej już nie eksperymentuje, trzymamy się zaleceń. Problem w tym ze dodatkowe obciążenia takie jak lekarstwa, szczepienia i środowisko miejskie znacznie osłabiły jej jelitka, tak ze powstało wiele innych nie tolerancji. Testy MRT to drogie badania i w przypadku dziecka dość nie precyzyjne gdyż rosnące dziecko zbyt szybko się zmienia by nadążyć, wiec co robić.

Obecnie doszłam do wniosku ze robię wszystko by nie pogłębiać stanu, czyli po pierwsze nie szkodzić. Z jadłospisu trwale zniknął nabiał i gluten, biały cukier, produkty przetworzone i te nieprzetworzone, których jednak produkcja lub transport spowodowało ze nie są jadalne. Pytacie jakie?:) Ok wiec : winogrona, wieprzowina, banany itp.itd.

Dlaczego te produkty? Dlatego ze nie są one tak naprawdę jedzeniem. Sposób ich wytwarzania w obecnej masowej produkcji a raczej przetworzenia sprawia ze tracą wszystko co pierwotnie powinny posiadać a wręcz zmieniają się w produkty i substancje obciążające i zatruwające nasz organizm. Nie wspominając o chemicznych dodatkach i reaktywnych plastikowych opakowaniach, które produkuje się za pomocą syntetycznych hormonów. Tak wiem, plastik i chemia są wszędzie! Uwierzcie mi ze jednak mamy wybór i kwestii żywności (czytajmy etykiety) i kwestii środowiska, jak i sposobów przechowywania.

Co jeszcze?
Regularnie się odrobaczamy, zawiesiliśmy szczepienia i próbujemy rożnych sposobów odbudowa jelit.

Bo właśnie te jelita to kluczowa kwestia jak i podejście holistyczne do organizmów żywych. Objawy skórne, puchniecie czy bezsenność to sygnały że coś w środku jest nie tak. A w przypadku alergii będą to jelita. Wiec proszę przestańmy smarować i psikać nasze dzieci sterydami, antybiotykami a zacznijmy leczyć ich wnętrze. Jest wiele terapii odtruwających w sposób naturalny jak i wiele zdrowych produktów wspierających ten proces.
AutOla-minior:
Aleksandra Lemańska – przede wszystkim mama Zosi i Stasia

prezes Fundacji Wrocław miasto Kobiet

właściciel firmy Epino Polska www.epino.pl

kontakt 506 85 63 26 wmkaukcje@gmail.com